— W piątek przyjadą chłopaki na cztery dni. Ugotuj, posprzątaj, ogarnij pościel i bądź miła — powiedział Paweł, nawet nie odrywając wzroku od laptopa.
Magda stała przy blacie i dekorowała makietę piernikowego rynku na jarmark bożonarodzeniowy w Toruniu. Małe kamieniczki czekały na lukrowe dachy, a ona miała jeszcze trzy godziny pracy, zanim wszystko wyschnie.
— Ilu chłopaków? — spytała.
— Robert, Krzysiek i Bartek. Może jeszcze Tomek. Nie rób miny, jakbym ci kazał kopać rowy.
— Próbuję ustalić, czy zaprosiłeś gości do nas, czy do mnie na zmianę w pensjonacie.
Paweł prychnął.
— Siedzisz w domu z tymi piernikami. Co ci szkodzi nagotować trochę więcej?
Magda odłożyła rękaw cukierniczy.
— Te pierniki płacą połowę naszych rachunków.
— No i świetnie. To pokażesz, że umiesz też normalnie prowadzić dom.
Normalnie.
Magda uśmiechnęła się bardzo spokojnie.
— Zrobię kolację pierwszego dnia. Potem możecie zamawiać jedzenie, zmywać i ścielić sobie sami.
— Goście są na głowie żony. Tak było zawsze.
— Czyli powołujesz się na tradycję, która najbardziej pasuje temu, kto nie zmywa?
Paweł wstał.
— Nie zaczynaj. Moi koledzy mają zobaczyć, że mam normalny dom.
Wieczorem Magda zadzwoniła do przyjaciółki Kasi.
— Jeśli jutro napiszę “rynek”, przyjedziesz?
— Z kartonami czy z policją? — spytała Kasia.
— Z samochodem.
Rano Paweł znalazł przy drzwiach swoje walizki, kurtki, pudełko z kablami i torbę sportową. Na wierzchu leżała kartka:
“Normalny dom zaczyna się tam, gdzie nikt nie robi z żony obsługi hotelowej.”
W kuchni Magda piła kawę.
— Co to jest? — zapytał.
— Twoje rzeczy. Skoro potrzebujesz miejsca na męski zjazd z pełną obsługą, wynajmiesz apartament. Ja nie przyjmuję tej rezerwacji.
— Ty mnie wyrzucasz?
— Nie. Ty od dawna wypychasz mnie z roli żony do roli personelu. Ja tylko wracam na swoje miejsce.
Kiedy koledzy przyjechali, zastali Pawła na klatce z walizką. Robert spojrzał na Magdę.
— On mówił, że wszystko ustalone.
— Było ustalone tylko w jego głowie.
Krzysiek westchnął.
— Paweł, serio? Myślałem, że wynajmujemy domek, a nie twoją żonę.
Po godzinie pojechali do hotelu. Paweł z nimi.
Magda została w mieszkaniu, w którym pierwszy raz od dawna było cicho nie z napięcia, ale z ulgi. Dokończyła piernikowy rynek. W samym środku postawiła małą latarnię z cukru.
Kasia, która przyjechała wieczorem, popatrzyła na nią i powiedziała:
— Piękne. Tylko gdzie ratusz?
Magda uśmiechnęła się.
— Jeszcze go nie zbudowałam. Najpierw musiałam odzyskać teren.
Bo czasem kobieta nie musi krzyczeć, żeby wreszcie ją usłyszano.
Czasem wystarczy postawić walizki przy drzwiach.
🔥 Czytajcie dalszy ciąg w komentarzach i koniecznie napiszcie, czy historia spełniła wasze oczekiwania.
