— Patrz, jak się wystroiła, — mruknęła pani Zofia, kiedy Natalia wyszła z klatki. — Pewnie biegnie do jakiegoś chłopaka. Żadnych zmartwień, tylko zabawa.
— Fruwa przez życie jak motylek, — zgodziła się sąsiadka. — Makijaż, sukienki i całymi dniami nie ma jej w domu.
Natalia uśmiechnęła się do starszych kobiet.
— Dzień dobry!
Potem pobiegła na autobus.
Przed zajęciami na uczelni sprzątała niewielką piekarnię. Właścicielka czekała już przy kasie.
— Przepraszam za spóźnienie. Wszystko przygotuję przed otwarciem.
— Tobie ufam, — odpowiedziała kobieta. — Pracujesz lepiej niż niejeden dorosły.
Natalia studiowała pedagogikę. Oprócz sprzątania pracowała wieczorami w kawiarni, a w nocy pisała teksty i opracowania na zamówienie.
Gdy myła podłogę, zadzwonił telefon.
— Pani Natalia? Potrzebuję pilnie referatu z matematyki.
— Do kiedy?
— Do poniedziałku.
Natalia policzyła w myślach godziny.
— Dobrze. Proszę wysłać materiały.
Po wykładach pojechała do domu dziecka. Portier skinął jej głową.
— Hania czeka na ławce od rana.
Dziewczynka siedziała z pochyloną głową. Natalia zasłoniła jej oczy.
— Zgadnij, kto to.
— Natalia!
Hania przytuliła się do niej.
— Kiedy mnie zabierzesz? Obiecałaś.
— W poniedziałek komisja. Mam dwa legalne źródła dochodu, stypendium i mieszkanie. Jeśli zgodzą się na opiekę, wrócisz ze mną do domu.
— A jutro przyjdziesz?
— Przyjdę. Choćbym miała nie spać całą noc.
Trzy lata wcześniej dziewczynki straciły rodziców. Natalia miała dziewiętnaście lat i dopiero zaczynała studia. Nie mogła wtedy zostać prawnym opiekunem pięcioletniej siostry.
Od tamtej chwili podporządkowała wszystko jednemu celowi.
Zamieniła rodzinne mieszkanie na mniejsze, położone bliżej placówki. Znalazła pracę, zbierała zaświadczenia i oszczędzała każdą złotówkę.
Wieczorem wróciła do pustego mieszkania. Zdjęła buty, wypiła herbatę i otworzyła laptop. Referat musiał być gotowy, bo za te pieniądze chciała kupić Hani łóżko.
Kilka tygodni później wyszły z klatki razem. Natalia poprawiła siostrze bluzkę.
— Dzień dobry, — powiedziała do sąsiadek.
— Dzień dobry, — dodała Hania.
Gdy odeszły, pani Zofia szepnęła:
— Skąd ona wzięła takie duże dziecko?
— Pewnie urodziła jako nastolatka i ukrywała je u rodziców. Teraz zabrała.
Nie wiedziały, że Natalia właśnie prowadziła młodszą siostrę do przedszkola po pierwszej nocy spędzonej razem w domu.
Mijały miesiące. W mieszkaniu pojawiły się zabawki, kredki i dziecięce rysunki. Było ciasno i skromnie. Natalia nadal pracowała ponad siły, ale teraz, wracając wieczorem, wiedziała, że ktoś na nią czeka.
Pewnego wiosennego dnia siostry wracały z zakupów. Starsze kobiety jak zwykle siedziały na ławce.
Pani Zofia podniosła się.
— Natalio, chcemy cię przeprosić. Mówiłyśmy o tobie rzeczy, które nie były prawdą.
Natalia spojrzała na nią spokojnie.
— Nie znałyście mnie.
— To prawda. Ale zamiast zapytać, wymyśliłyśmy sobie najgorszą wersję.
Hania mocniej ścisnęła dłoń siostry.
— Natalia mnie uratowała, — powiedziała poważnie.
Starsze kobiety spuściły wzrok.
Łatwo było zobaczyć młodą dziewczynę w ładnej sukience i nazwać ją lekkomyślną.
Znacznie trudniej było zauważyć człowieka, który pod makijażem ukrywał zmęczenie, a pod uśmiechem — odpowiedzialność większą niż niejeden dorosły potrafiłby udźwignąć.
