Odra wróciła do Polski — i nie jest to już wysypka, którą odchorowuje się tydzień w domu. W szpitalu w Krakowie lekarze od marca przyjęli trzydzieścioro dzieci z powikłaniami, których nikt z młodszej kadry nie widział na oczy. Zapalenie mózgu, sepsa, niewydolność oddechowa. Ordynator oddziału dziecięcego wProkocimiu, doktor Szymon, mówi wprost: uczelnie przez lata uczyły o odrze z podręczników, a teraz rezydenci podchodzą do łóżka i nie wiedzą, co robić.

Odra wróciła do Polski — i nie jest to już wysypka, którą odchorowuje się tydzień w domu.

Beata skończyła zmianę o 22:30, ale nie wyszła. Lodówka w punkcie szczepień na krakowskim Podgórzu piszczała od tygodnia, nikt nie zgłosił awarii, aż w końcu termometr pokazał dziewięć stopni zamiast pięciu. Dwieście dawek MMR do przeniesienia ręcznie, kod po kodzie, do przenośnych pojemników z lodem. Protokół awaryjny, dwie kartki papieru, długopis, który akurat wysiadł. Znalazła drugi w kieszeni fartucha i pisała dalej, bo o ósmej rano miała zapisanych jedenaścioro dzieci, a jedno z nich, jak się okazało z karty, nie miało jeszcze pierwszej dawki.

O ósmej trzydzieści przyszła matka z pięcioletnim Jankiem. Spóźniona o trzy tygodnie — najpierw mąż nie miał czasu zawieźć, potem auto stało w warsztacie, potem wyjazd do teściowej. Beata otworzyła kartę i zobaczyła puste pole tam, gdzie powinien być wpis sprzed roku.

— Dlaczego dopiero teraz? — spytała, sięgając po strzykawkę.

— Bo syn sąsiadki miał gorączkę po szczepieniu. Wystraszyłam się.

Beata nic na to nie odpowiedziała. Zdezynfekowała ramię chłopca gazikiem, przytrzymała jego łokieć palcami, a potem powiedziała cicho, patrząc mu w oczy, a nie w igłę: — Będzie tylko ukłucie, zaraz koniec.

Janek nawet nie zapłakał. Matka podziękowała i wyszła, prowadząc go za rękę do wyjścia. Beata wpisała w rejestrze przy nazwisku chłopca jedno zdanie: „odmawiano wcześniej, dziś zgoda ustna” — i odłożyła długopis dokładnie tam, gdzie leżał wcześniej, jakby porządek na biurku miał jej dać choć chwilę spokoju.

O jedenastej zadzwonił telefon ze szpitala w Prokocimiu. Ordynator oddziału dziecięcego, doktor Szymon, pytał o dostępność immunoglobulin na jutro — mieli przyjąć trójkę dzieci z Żywca, dwoje z zapaleniem płuc, jedno z sepsą, wszystkie z jednej klasy, gdzie zaszczepionych było niecałe trzy czwarte uczniów. Beata sprawdziła magazyn, zanotowała liczby na karteczce i zostawiła ją na biurku kierowniczki punktu z dwoma słowami na górze: „ODRA — pilne”.

O trzynastej przyszła kolejna matka — z ośmioletnią córką, która od tygodnia kasłała, a teraz miała czterdzieści stopni gorączki i światłowstręt. Beata od razu zauważyła wysypkę za uszami dziewczynki, tę charakterystyczną, plamistą, którą widziała dotąd tylko na zdjęciach w podręczniku z czasów studiów. Nie czekała na wynik testu. Zadzwoniła do izby przyjęć w Prokocimiu, podała objawy, usłyszała, żeby jechali od razu, nie przez poczekalnię.

Matka trzymała dziecko na kolanach, głaskała je po ręce w miejscu, gdzie kiedyś miała zostać zrobiona pierwsza dawka — nigdy nie zrobiona, bo babcia dziewczynki powtarzała, że kiedyś dzieci odrę przechodziły i żyły. Beata podała jej kartkę z adresem izby przyjęć i numerem, pod którym mieli zgłosić się na miejscu.

— Ona wyzdrowieje? — spytała matka, składając kartkę na pół, potem jeszcze raz, aż zrobiła się mała jak znaczek pocztowy.

— Jedźcie teraz. Nie czekajcie na nic więcej.

Kobieta wyszła, niosąc dziecko owinięte w swój płaszcz, mimo że na zewnątrz było ciepło.

Beata usiadła na chwilę przy biurku i spojrzała na listę jutrzejszych pacjentów — dwanaścioro dzieci, trzy nazwiska z dopiskiem „pierwsza dawka opóźniona”. Wzięła długopis i przy każdym z tych trzech nazwisk postawiła gwiazdkę, żeby rano nie przegapić kolejki. Potem wyłączyła światło w gabinecie, zamknęła lodówkę na klucz i sprawdziła jeszcze raz termometr — cztery stopnie, jak trzeba.

Zanim wyszła, zerknęła na kartkę zostawioną dla kierowniczki. „ODRA — pilne” leżało tam, gdzie je położyła, obok kubka z zimną już kawą. Zgasiła ostatnią lampę w korytarzu i zamknęła drzwi punktu na dwa zamki, tak jak co wieczór, choć dziś zajęło jej to dłużej — sprawdzała klamkę jeszcze raz, zanim odeszła w stronę przystanku.

Like this post? Please share to your friends:
Mass Effect
Leave a Reply

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: