Od pół roku wszystko się zmieniło. Stał się chłodny, obcy. Ich łóżko było puste, jakby uczucia zniknęły. Kasia czuła to wyraźnie – coś się skończyło.
Ale nie mogła odejść. Bez dowodów wciąż miała nadzieję, że to tylko kryzys.
Kasia pracowała do późna w swojej małej agencji reklamowej w Warszawie. Praca była jedynym sposobem, żeby nie wracać do pustego domu.
Sekretarka, Ola, zapukała do drzwi.
– Jest wizyta. Mówi, że to sprawa osobista.
Kasi ścisnęło się w żołądku.
– Niech wejdzie.
Do środka weszła młoda dziewczyna. Ładna, zadbana, wyraźnie młodsza.
– Dzień dobry… nazywam się Alicja – powiedziała nerwowo. – Przyszłam w sprawie Marka.
Serce Kasi zamarło.
– Jaki masz związek z moim mężem?
– Jesteśmy razem od pół roku. On już pani nie kocha. Chce ze mną rodziny… dzieci.
Te słowa uderzyły najmocniej.
Wieczorem przyszła teściowa, Halina Kowalska, z wizytą.
Kontrolowała mieszkanie wzrokiem pełnym krytyki.
– Powinnaś bardziej pomagać mu w pracy. I nadal nie dałaś mu dziecka…
Kasia uśmiechnęła się chłodno.
– Dziecko będzie. Tylko nie ze mną.
– Co? Przecież jesteś bezpłodna!
– Nie. Po prostu nie z nim.
– A z kim?!
Kasia spojrzała na Marka.
– Z Alicją. Jego kochanką.
Cisza.
Marek zbledł.
– Kasia… to nie tak…
– Tak właśnie.
– Wyjaśnię ci wszystko!
– Kłamałeś przez pół roku.
– To nic nie znaczy!
– Ona chce z tobą dziecka. To znaczy wszystko.
Godzinę później:
– Spakuj się, Marku. Masz godzinę.
– Kasiu, proszę…
– Wynoś się z mojego domu.
Teściowa pociągnęła go za rękę:
– Chodź, Marku!
Gdy drzwi się zamknęły, mieszkanie ucichło.
Kasia usiadła na kanapie.
Ból był ostry, ale klarowny.
Nie musiała już udawać.
– To koniec… – wyszeptała.
I po raz pierwszy od dawna poczuła, że może jeszcze oddychać.
