Rozpoznałam go od razu. Ta sama koszula co na zdjęciu, tylko bardziej pognieciona. W ręku trzymał małą plastikową torbę, w której coś kwadratowego leżało.
Przez sekundę pomyślałam, że to prezent.
Ale szybko tę myśl odrzuciłam. Dorośli ludzie na pierwszą randkę nie przynoszą prezentów.
Spojrzał na mnie krótko, jakby oceniał produkt.
„Idziemy?” — zapytał.
Jego głos brzmiał inaczej niż sobie wyobrażałam. Chłodniejszy, twardszy.
Usiedliśmy przy oknie.
Podeszła młoda kelnerka z notesem.
Sięgnęłam po menu, ale on uniósł rękę.
„Ja nic nie chcę.”
Kelnerka zamarła.
Ja też.
„Nawet kawy?” — zapytałam ostrożnie.
„Nie.”
Wyjął wtedy torbę.
Rozwinął pakunek w folii aluminiowej.
Zrobił to powoli, niemal rytualnie.
Na stole pojawiła się kanapka — biały chleb i plaster zwykłej szynki.
Położył ją dokładnie na środku stołu.
„To jest normalne jedzenie,” powiedział spokojnie. „Nie te miejsca. Tu przychodzą kobiety, które chcą, żeby ktoś za nie płacił.”
Zamarłam.
Przez chwilę w głowie przewinęło mi się wszystko, co pisaliśmy przez dwa tygodnie.
Kelnerka odeszła w milczeniu.
„Pawle,” powiedziałam powoli, „umówiliśmy się na kawiarnię.”
„Nie,” poprawił mnie. „Umówiliśmy się na spotkanie. Kawiarnia to była twoja decyzja. Ja nie płacę za czyjeś zachcianki.”
Powietrze zrobiło się cięższe.
„Ja nie prosiłam, żebyś za mnie płacił…”
Machnął ręką.
„Wszystkie tak mówią.”
I wtedy coś we mnie się wyłączyło.
Obraz, który sobie o nim zbudowałam, rozpadł się jak szkło.
Spojrzałam na jego kanapkę — nierówno pokrojony chleb, lekko sucha szynka, pognieciona folia.
Wzięłam torebkę.
„Smacznego,” powiedziałam, wstając.
Jego twarz zmieniła się natychmiast.
„Dokąd idziesz?!”
Nie odpowiedziałam.
Powoli zakładałam płaszcz.
„Wszystkie jesteście takie same!” krzyknął za mną. „Wykorzystujecie!”
Ludzie zaczęli się odwracać.
Czułam wstyd, ale szłam dalej.
„Jeszcze wrócisz do moich słów!” — rzucił na końcu.
Drzwi zamknęły się za mną.
Na zewnątrz padał lekki deszcz.
Stałam pod daszkiem, próbując zapiąć płaszcz, dłonie mi drżały.
Potem zeszłam do metra i usiadłam na ławce.
Telefon wibrował — wiadomości od Magdy:
„I jak?”
„Jaki on jest?”
„Gdzie jesteście?”
Napisałam jedno słowo:
„Kanapka.”
Odpowiedź przyszła natychmiast:
„Co?!”
I wtedy opowiedziałam wszystko.
Po minucie:
„Zostań tam. Jadę. Bierzemy wino.”
I po raz pierwszy tego wieczoru odetchnęłam.
Magda przyjechała po pół godzinie, przemoczona, z torbą pełną „na wszelki wypadek”.
„No mów,” usiadła obok.
Kiedy skończyłam, wybuchnęła śmiechem.
„Kanapka w folii?! To jakiś żart!”
Śmiałyśmy się razem, głośno, bez kontroli.
Wyjęła plastikowe kubki i wino.
„Za ciebie,” powiedziała. „Że wyszłaś.”
I wtedy zrozumiałam, że zrobiłam dokładnie to, co trzeba.
W domu kot wskoczył mi na kolana.
Głaskałam go i zastanawiałam się, czy usunąć profil randkowy.
I wtedy przyszła wiadomość.
Od niego.
„Przesadziłaś. Jestem normalnym facetem. Oddzwoń.”
Patrzyłam chwilę na ekran.
A potem nacisnęłam:
Blokuj.
I w końcu zrobiło się cicho.
