Beata zatrzymała się przy starej furtce i spojrzała na podwórko, na którym dorastała.

Beata zatrzymała się przy starej furtce i spojrzała na podwórko, na którym dorastała.

Grusza przechyliła się w stronę szopy. Ławka, na której matka obierała jabłka, popękała. W oknach nie było już światła.

— Nie mogę uwierzyć, że mamy nie ma, — powiedziała cicho.

Mąż, Michał, położył jej dłoń na ramieniu.

— Zrobiłaś, co mogłaś.

Beata pokręciła głową.

— Czy na pewno?

W domu pachniało lekarstwami, suszonymi ziołami i starością. Przypomniała sobie ostatnie wizyty.

— Mamo, przyjechałam.

— Beatko, na długo?

— Do niedzieli. Potem muszę wracać do pracy.

— Rozumiem. Praca…

Wtedy nie słyszała żalu ukrytego w tym krótkim słowie.

— Czekała na ciebie, — odezwał się brat Krzysztof.

— Przyjeżdżałam.

— Raz w miesiącu. Ja byłem codziennie.

— Mam rodzinę i pracę.

— Ja też. A jednak ktoś musiał jeździć z nią do lekarza, podawać leki i siedzieć przy niej w nocy.

— Nie mówiła, że jest aż tak źle.

— Bo zawsze cię chroniła.

Po pogrzebie Beata przeglądała stare naczynia. Wtedy Krzysztof powiedział:

— Mama zostawiła testament. Dom przepisała mnie.

— Cały?

— Cały.

— Dlaczego?

— Bo byłem przy niej.

Beata poczuła, jak zaciska jej się gardło.

W nocy zapytała męża:

— Byłam złą córką?

— Nie. Byłaś córką, która myślała, że zdąży przyjechać następnym razem.

— Mama nigdy mnie nie obwiniała.

— Bo cię kochała. Nie dlatego, że nie cierpiała.

Następnego dnia Beata usiadła z bratem przy kuchennym stole.

— Nie będę walczyła o dom.

Krzysztof uniósł brwi.

— Nie będziesz?

— Nie. Mama podjęła decyzję. Ty naprawdę byłeś obok.

— Nie chodzi tylko o spadek, — powiedział ciszej. — Byłem na ciebie wściekły. Kiedy pytała, czy przyjedziesz, odpowiadałem, że masz dużo pracy. Czasem powtarzałem to kilka tygodni.

— Bałam się patrzeć, jak słabnie.

— A ona bała się, że już nie jest dla ciebie ważna.

Beata otarła łzy.

— Była ważna każdego dnia.

— Ale miłość, której człowiek nie widzi, czasem przypomina brak miłości.

Po powrocie do miasta dzieci, Kacper i Zosia, rzuciły się jej na szyję.

— Mamo, długo cię nie było.

— Tęskniłem, — powiedział Kacper.

Beata przytuliła ich mocno.

— Gdy będę starsza, nie zapominajcie do mnie dzwonić.

— Nigdy nie zapomnimy, — odpowiedziała Zosia.

Beata wiedziała jednak, że jej matka również kiedyś była tego pewna.

Miesiąc później wróciła do rodzinnego domu.

— Pomogę ci, — powiedziała Krzysztofowi.

— Z czym?

— Z ogrodem, remontem i wszystkim, czego nie zdołasz zrobić sam.

— Dom należy do mnie.

— Nie proszę o część domu. Chcę odzyskać część rodziny.

Wspólnie uprzątnęli podwórko i naprawili ławkę.

— Pamiętasz, jak mama zabraniała nam wchodzić na gruszę? — zapytał Krzysztof.

— A potem sama zdejmowała nas z najwyższej gałęzi.

Uśmiechnęli się.

Domu nie można było podzielić bez niszczenia go.

Ale żal mogli podzielić między siebie.

Wtedy stawał się trochę lżejszy.

Like this post? Please share to your friends:
Mass Effect
Leave a Reply

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: