Adam odłożył młotek. Od rana naprawiali dach, podczas gdy Robert leżał pod jabłonią, jadł i pytał, kiedy będą gotowe ogórki.

— Truskawki zostawiasz, puste wiadro stawiasz przy ganku i możesz jechać, — powiedziała Dorota.

Robert zacisnął dłonie na uchwycie.

— Wyrzucasz własnego brata przez kilka kilogramów owoców?

— Nie wyrzucam brata. Wyrzucam darmozjada.

Adam odłożył młotek. Od rana naprawiali dach, podczas gdy Robert leżał pod jabłonią, jadł i pytał, kiedy będą gotowe ogórki.

— Jestem gościem!

— Gość nie przyjeżdża z pustymi wiadrami.

Robert cisnął wiadrem, rozsypując truskawki, i odjechał.

Działkę odziedziczyli po babci. Przez dziesięć lat nikt o nią nie dbał. Dorota z Adamem usunęli chwasty, naprawili studnię, płot i dach.

Rodzina pojawiła się dopiero wtedy, kiedy ogród zaczął dawać plony.

Po tygodniu przyjechała kuzynka Iwona z dziećmi.

— Chcemy trochę malin. Dzieci potrzebują witamin.

— Proszę bardzo. Jeśli chcecie zabrać do domu, najpierw wypielcie marchew.

Iwona spojrzała na białe spodnie.

— Przyjechałam odpocząć, nie pracować.

— A ja nie jestem personelem wypoczynkowym.

Kuzynka odjechała obrażona, a w rodzinnej grupie pojawiły się oskarżenia o chciwość.

W sobotę przyjechał wujek Marian.

— Potrzebuję trzy worki jabłek.

— Drabina jest w szopie. Przy okazji pomożesz Adamowi ustawić słupek ogrodzenia.

— Stawiasz mi warunki?

— Nie. Proszę, żebyś dołożył pracę do tego, co chcesz zabrać.

Marian długo się oburzał, ale chwycił łopatę.

Wieczorem siedział przy stole i zjadał kolejną porcję ziemniaków.

— Po robocie człowiek ma inny apetyt.

— Bo to uczciwe jedzenie.

Wkrótce część rodziny przestała przyjeżdżać. Inni dzwonili:

— Co trzeba zrobić, żeby dostać kilka słoików ogórków?

Na furtce Dorota powiesiła tabliczkę:

Pomogłeś — częstuj się. Nie pomogłeś — podziwiaj.

Pod koniec sezonu Iwona wróciła z sadzonkami agrestu.

— Posadzimy? Ja wykopię dołki.

Dorota otworzyła furtkę.

Po pracy wręczyła jej dwa słoiki malinowego dżemu.

— To za pomoc.

Iwona ścisnęła słoiki.

— Teraz rozumiem. Wcześniej traktowałam to miejsce jak sklep bez kasy.

Wieczorem Adam zapytał:

— Nie żałujesz, że postawiłaś rodzinie granice?

Dorota spojrzała na pełną spiżarnię.

— Żałuję tylko, że zrobiłam to tak późno.

Rodzina nie rozpada się przez uczciwe zasady.

Rozpada się wtedy, gdy jedni stale dają, a drudzy uważają, że im się należy.

Like this post? Please share to your friends:
Mass Effect
Leave a Reply

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: