— Czyli ty będziesz spotykał się z innymi kobietami, a ja mam to po prostu przełknąć?
— Nie dramatyzuj. Teraz ludzie tak żyją.
— A kiedy ja zacznę spotykać się z innymi, nadal będzie to takie nowoczesne?
— Aniu, źle mnie zrozumiałaś.
Anna zrozumiała go doskonale.
Miała czterdzieści trzy lata, jej mąż Piotr czterdzieści siedem. Byli razem prawie piętnaście lat. Nie było to małżeństwo z pięknych zdjęć. Były obowiązki, wspólne rachunki, zmęczenie i wieczory, kiedy siedzieli obok siebie bez słowa.
Anna sądziła jednak, że dorośli ludzie albo próbują naprawić związek, albo uczciwie się rozstają.
Piotr wymyślił trzecią możliwość.
Chciał zachować dom, wygodę, żonę i wszystkie przyzwyczajenia. Chciał tylko usunąć wierność, bo zaczęła mu przeszkadzać.
O zdradzie Anna dowiedziała się od koleżanki. Dostała zdjęcie. Piotr siedział w samochodzie i całował obcą kobietę. Na tylnym siedzeniu leżały zakupy.
Nie było w tym romantycznej tajemnicy. Wyglądało zwyczajnie. Jak element codzienności.
Anna nie zrobiła awantury. Zaparzyła herbatę i czekała.
Kiedy Piotr wrócił, pokazała mu zdjęcie.
Spojrzał, wzruszył ramionami i zapytał:
— I czego teraz ode mnie chcesz?
Nie tłumaczył się. Nie przepraszał. Zachowywał się tak, jakby nie zrobił niczego złego.
Potem zaproponował rozwiązanie:
— Nie chcę rozwodu ani dzielenia majątku. Zróbmy otwarty związek. Ja spotykam się, z kim chcę, ty też możesz.
Powiedział to takim tonem, jakby dawał żonie wyjątkowy prezent.
W rzeczywistości był pewien, że Anna nie skorzysta z tej wolności. Miała dalej prowadzić dom, czekać i udawać, że wszystko jest normalne.
Przez cztery dni Anna płakała. Najbardziej bolała ją nie sama zdrada, lecz to, że Piotr nie widział żadnego problemu.
Piątego dnia przyjechała jej przyjaciółka, Marta.
— Anka, zachowujesz się jak idiotka.
— Miło, że przyjechałaś mnie pocieszyć.
— On już żyje po swojemu, a ty nadal bronisz starego małżeństwa. Powiedział, że możesz robić to samo. To dlaczego siedzisz i płaczesz?
Anna nie wierzyła, że w wieku czterdziestu trzech lat ktoś może się nią jeszcze zainteresować.
Mimo to założyła profil na portalu randkowym.
Najpierw tylko patrzyła. Potem odpowiedziała na kilka wiadomości. Trafiali się mężczyźni dziwni, nudni i śmieszni. Byli jednak również tacy, którzy potrafili rozmawiać, słuchać i okazywać uwagę.
Anna nagle zobaczyła, że poza Piotrem istnieje cały świat.
Piotr długo niczego nie zauważał. Był przekonany, że żona najwyżej trochę się obrazi, a potem wróci do dawnych obowiązków.
Kiedy zaczęła częściej wychodzić, ubierać się dla siebie i uśmiechać do telefonu, stał się nerwowy.
Pewnego wieczoru zatrzymał ją przy drzwiach.
— Gdzie idziesz?
— Na spotkanie.
— Z jakimś facetem?
— Tak.
Piotr pobladł.
— Nie zgadzam się.
Anna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Przecież to był twój pomysł.
Nagle Piotr przestał być zwolennikiem nowoczesności. Zaczął mówić o rodzinie, szacunku i granicach. Zażądał, żeby Anna usunęła konto i wróciła do normalnego małżeństwa.
— Chcę, żeby było jak wcześniej.
— Czyli kiedy ty mogłeś wszystko, a ja miałam czekać?
— Popełniłem błąd.
— Nie. Podjąłeś decyzję. Pomyliłeś się tylko w jednym: myślałeś, że jej skutki dotkną wyłącznie mnie.
Piotr chciał odzyskać wygodę, nie zaufanie.
Anna zrozumiała to zbyt późno, by jeszcze wrócić.
Nie odeszła do innego mężczyzny.
Odeszła do życia, w którym nie musiała prosić o podstawowy szacunek.
