— Chciałam cię prosić… niech Anka pomieszka u nas tydzień.
Piotr zacisnął usta. Nie lubił obcych ludzi w swoim mieszkaniu.
Kończył kroić sałatkę w kuchni, kiedy usłyszał otwierane drzwi.
— Kochanie, przyszłyśmy! — zawołała Magda z przedpokoju.
Piotr skrzywił się.
„Przyszłyśmy.”
Czyli znowu przyprowadziła Ankę.
Anka była przyjaciółką Magdy. Na spotkaniach raz na jakiś czas wydawała się całkiem normalna. Jednak przy dłuższym kontakcie zaczynała pokazywać swój charakter: złośliwy, roszczeniowy i wiecznie niezadowolony.
Piotra nie znosiła. Bez powodu. On zawsze był uprzejmy, bo nie chciał robić Magdzie przykrości.
— O, zrobiłeś kolację! — zachwyciła się Magda, jakby widziała cud.
Piotr nic nie odpowiedział. Ostatnio to on gotował prawie codziennie.
Anka popatrzyła na talerze.
— No, przynajmniej coś jest.
Kolacja minęła w napięciu. Dla Piotra. Dziewczyny śmiały się, mówiły jedna przez drugą i jadły, jakby przyszły do restauracji. Potem przeniosły się do salonu, zostawiając cały bałagan na stole.
Piotr posprzątał sam.
Było już późno, kiedy Magda weszła do pokoju, w którym siedział z laptopem.
— Piotrek… Anka pokłóciła się z chłopakiem. Nie ma gdzie spać. Niech zostanie u nas tydzień, dobrze? Potem dostanie wypłatę i coś wynajmie.
Piotr długo milczał.
Mieszkanie było jego. Kupił je jeszcze przed związkiem z Magdą. Lubił tu ciszę, porządek i święty spokój.
Ale Anka naprawdę mogła mieć problem.
— Tydzień, powiedział.
Magda rzuciła mu się na szyję.
— Dziękuję! Tylko oddajmy jej sypialnię, dobrze? Ona się ciebie trochę krępuje. My pośpimy w salonie.
Piotr od razu pożałował zgody.
Tydzień minął.
Anka nie wyprowadziła się.
Potem minął drugi.
Piotr wracał z pracy wcześniej, robił zakupy, gotował. Magda i Anka wracały późno, zamykały się w sypialni i rozmawiały godzinami. Piotr mieszkał właściwie w salonie. We własnym mieszkaniu czuł się jak lokator.
Kiedy włączał film, przeszkadzał. Kiedy zamykał drzwi, robił to za głośno. Kiedy zapytał, czy Anka znalazła pokój, Magda rzuciła mu takie spojrzenie, jakby był potworem.
Pewnego dnia wrócił głodny i zobaczył pustą lodówkę.
Zapukał do sypialni. Anka otworzyła po długiej chwili.
— Gdzie jest jedzenie?
— Zjadłam.
— Mogłaś napisać. Zrobiłbym zakupy.
— Jesteś gospodarzem. Powinieneś przewidywać, że masz gościa.
Piotr wyszedł do sklepu, żeby nie wybuchnąć.
Wieczorem Magda oznajmiła, że jedzie na dwa dni służbowo do Wrocławia.
— Anka zostaje, oczywiście, powiedziała. Nie będę jej teraz wyrzucać.
Piotr siedział następnego dnia w pracy i nie chciał wracać do domu. Po pracy poszedł na kolację do baru, potem do kina. Wrócił późno.
Anka czekała przy drzwiach.
— Gdzie byłeś?
— Poza domem.
— A kolacja?
Piotr spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Masz ręce.
— Nie jestem kucharką. Jestem gościem.
— Gość po trzech dniach przestaje być gościem. Po trzech tygodniach jest problemem.
Anka zacisnęła usta.
— Ty sobie za dużo pozwalasz. Magda haruje, a ty jeszcze będziesz mnie obrażał?
— Magda haruje?
— Zadzwonię do niej i powiem, że się do mnie przystawiałeś.
Piotr zamarł.
— Nie rób z siebie ofiary.
— Zaraz zobaczymy, komu uwierzy.
Zadzwoniła.
Piotr poszedł do łazienki. Nie zamierzał uczestniczyć w tym teatrze.
Gdy wyszedł, Anka wcisnęła mu telefon.
Magda krzyczała.
— Piotr, ty jesteś chory? Zostawiłam cię na dwa dni, a ty już dobierasz się do Anki?
Piotr przez sekundę chciał się tłumaczyć.
Potem zrozumiał, że nie ma komu.
Magda już wybrała wersję.
Przypomniał sobie ostatni rok: jego zakupy, jego rachunki, jego gotowanie, jego ustępstwa. I jej coraz większe wymagania.
— Wiesz co, Magda? Wierz, komu chcesz.
Rozłączył się.
Poszedł do sypialni, wyciągnął torbę Anki i rzucił ją na łóżko.
— Masz godzinę.
— Co?
— Pakuj się.
— Nie wyrzucisz mnie!
— To moje mieszkanie. Wyrzucę.
— Magda cię zostawi!
— Jej rzeczy też spakuję.
Anka krzyczała, groziła, płakała. Piotr usiadł w salonie, włączył laptop i ustawił minutnik.
Po czterdziestu minutach wyszła.
Rano Piotr spakował rzeczy Magdy. Nie wyrzucił ich przez balkon, choć przez moment miał ochotę. Ułożył wszystko w torby i zostawił w przedpokoju.
Wieczorem Magda czekała pod blokiem.
— Nie mogłam wejść! Co ty wyprawiasz?
Piotr otworzył drzwi, wyniósł torby na klatkę i oddał jej płaszcz.
— Twoje rzeczy.
Magda patrzyła na niego jak na obcego.
— Piotr, nie przesadzaj.
— Właśnie przestałem przesadzać z cierpliwością.
Zabrał jej klucze.
— Wszyscy się mylimy. Ja pomyliłem miłość z wygodnym wykorzystywaniem mnie.
— Porozmawiajmy.
— Nie.
Zamknął drzwi.
Dzwoniła długo. Potem uderzała pięścią. Potem odeszła.
Piotr zrobił sobie kanapkę, nalał herbaty i usiadł w kuchni.
W mieszkaniu było cicho.
Po raz pierwszy od dawna ta cisza nie bolała.
Była jego.
