Paweł zobaczył ich z drogi. Jego córka Lena kucała przy ogrodzeniu, a obok niej leżało coś dużego i rudego.
Rzucił kluczyki na siedzenie i wybiegł z samochodu, nawet nie zamykając drzwi. Żwir zachrzęścił pod butami. Kurtkę miał szarą od pyłu budowlanego.
„Lena!”
Dziewczynka podniosła głowę.
„Tato, ciszej. Przestraszysz ją.”
Obok jej nogi leżała duża ruda suka z ciemniejszymi bokami. Na uchu miała starą bliznę. Nie warczała, ale obserwowała Pawła zmęczonymi oczami.
„Wstań i podejdź do mnie.”
„Ona jest dobra.”
Paweł wyciągnął rękę. Chciał natychmiast zabrać córkę, lecz bał się gwałtownego ruchu.
Kiedy zrobił krok, pies napiął przednie łapy.
Wtedy zobaczył metalowy drut.
Tylna łapa suki tkwiła w zaciśniętej pętli ukrytej pod łopianami. Była spuchnięta, a sierść wokół niej posklejana.
Lena trzymała butelkę z wodą.
„Dałam jej pić. Nie może odejść.”
„Dlaczego wyszłaś sama za bramę?”
„Bo płakała.”
Paweł zacisnął szczękę. Jego matka najwyraźniej zasnęła w domu. On sam znowu przyjechał później, niż obiecał.
„Musisz odejść od psa.”
„Nie zostawię jej.”
„Ja zostanę.”
„Obiecujesz?”
😲 Ciąg dalszy jest już w komentarzach! Koniecznie napiszcie, czy finał był dla was zaskakujący.
