Mąż upuścił półmisek z ostrygami, gdy zobaczył wezwanie rozwodowe. Teściowa wrzasnęła: „Nie stój jak słup! Wypłać wszystko z jej konta!“
Ostrygi spadły na podłogę razem z lodem i plasterkami cytryny. Jedna potoczyła się pod lodówkę, druga wylądowała na kapciu mojej teściowej.
Mój mąż Tomasz pobladł.
— Co to jest?
— Wezwanie do sądu — odpowiedziałam. — Złożyłam pozew o rozwód.
Przy stole siedzieliśmy we troje: ja, Tomasz i jego matka Krystyna, która od pół roku „dochodziła do siebie“ po operacji kolana.
Kolano nie przeszkadzało jej spacerować po galeriach handlowych. Bolało tylko wtedy, gdy trzeba było wynieść śmieci albo zrobić zakupy.
Ostrygi kupił Tomasz. Za moją kartę. Kosztowały tyle, ile tygodniowe zakupy spożywcze.
— Rozwód? — zapiszczała Krystyna. — Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobił?
— Co dokładnie zrobił?
— Mieszkał z tobą! Remontował!
— Przez dwanaście lat wymienił jedną baterię i zarysował podłogę wiertarką.
Tomasz ścisnął wezwanie.
— Dom jest wspólny.
— Kupiłam go pięć lat przed ślubem.
Krystyna nachyliła się do syna.
— Nie stój! Masz dostęp do jej bankowości. Przelej pieniądze na moje konto. Wszystkie. Przecież oboje jesteśmy teraz bez dochodu.
„Oboje“.
Tomasz stracił pracę osiem miesięcy wcześniej. Oficjalnie przez redukcję etatów. Później dowiedziałam się, że zwolniono go za fałszowanie rozliczeń delegacji.
Krystyna miała emeryturę, dochód z wynajmu garażu i oszczędności. Mimo to przez pół roku nie zapłaciła w moim domu nawet za chleb.
Tomasz otworzył aplikację bankową. Był pewien, że mój rachunek nadal jest podpięty do jego telefonu.
Wprowadził kod.
— Saldo wynosi cztery złote?
— Cztery złote i osiemdziesiąt groszy.
— Gdzie reszta?
— Na rachunku, do którego nie masz dostępu.
Krystyna złapała się za klatkę piersiową.
— Ukradła pieniądze własnemu mężowi!
— Przeniosłam swoją wypłatę. Wspólne środki zostały spisane i zabezpieczone.
Tomasz spojrzał na mnie podejrzliwie.
— Od kiedy to planujesz?
— Od dnia, w którym firma pożyczkowa zadzwoniła z pytaniem, dlaczego nie spłacam kredytu.
Okazało się, że Tomasz wziął trzy pożyczki, używając skanów moich dokumentów. Pieniądze przeznaczył na handel elektroniką z kolegą. Towaru nigdy nie zobaczyłam.
Kiedy zapytałam, powiedział:
— Wszystko robię dla nas.
Tego samego dnia zadzwoniłam do prawniczki Magdaleny.
Przez cztery miesiące zbierałyśmy dokumenty. Zmieniłam hasła, zablokowałam dostęp Tomasza do karty i otworzyłam oddzielny rachunek.
Zebrałam dowody, że pożyczki nie finansowały gospodarstwa domowego. Część pieniędzy trafiła do Krystyny. Kupiła za nie nową kanapę i opłaciła pobyt w sanatorium, o którym nie wspomniała ani słowem.
Najgorsze znalazłam w wiadomościach między nimi.
„Jak Anna zacznie coś podejrzewać, wypłacimy resztę. Domu i tak nie sprzeda bez ciebie.“
„Po rozwodzie wystąpisz o połowę, bo robiłeś remont.“
Teraz wydruki leżały w czerwonym segregatorze na stole.
Tomasz czytał je w ciszy.
— To prywatna korespondencja.
— A kredyty na moje dane były prywatne?
Krystyna przestała udawać duszność.
— Synu, nie pozwól jej tak mówić. Dzwoń na policję.
— Dzwońcie — powiedziałam. — Zawiadomienie o wykorzystaniu moich danych zostało już złożone.
Tomasz upuścił telefon na stół.
Dopiero wtedy naprawdę się przestraszył.
W sprawie rozwodowej twierdził, że nie ma gdzie mieszkać. Sąd nie przyznał mu prawa do mojego domu tylko dlatego, że był moim mężem.
Próbował również domagać się zwrotu kosztów remontu. Przedstawił trzy paragony: farba, wałek i uszczelka do kranu.
Pożyczki zostały objęte osobnym postępowaniem. Biegły potwierdził, że podpis elektroniczny wykorzystano bez mojej świadomej zgody.
Krystyna wróciła do swojego dwupokojowego mieszkania, które wcześniej wynajmowała studentkom.
Tomasz zamieszkał u niej.
Po kilku miesiącach napisał:
„Gdybyś nie chowała pieniędzy, moglibyśmy wszystko naprawić.“
Odpisałam:
„To nie pieniądze były zepsute.“
Po rozwodzie wyremontowałam kuchnię. Bez ostryg, bez pokazowej elegancji i bez ludzi, którzy traktowali mój rachunek jak wspólną spiżarnię.
Najdłużej zapamiętałam nie krzyk Krystyny.
Zapamiętałam twarz Tomasza, gdy zobaczył cztery złote.
Wtedy zrozumiałam, że bardziej niż utraty żony bał się utraty dostępu.
A tego dostępu nie odzyskał nigdy.
